f Cakes and the City: Piekarnia-Cukiernia Marian Bąkowski
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piekarnia-Cukiernia Marian Bąkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piekarnia-Cukiernia Marian Bąkowski. Pokaż wszystkie posty

2012-07-12

Bieg po ciasta


Uwaga, ten wpis nie jest sponsorowany, lecz inspirowany.

Interesują mnie i czytam blogi oraz serwisy blogowe autorów, których w różnym stopniu lubię: bardziej, mniej lub w ogóle. Nie ukrywam, że czasem trudno mi dystansować się do zastanych treści - polifonia informacji oraz moich osobistych sympatii i uprzedzeń jest duża. Dyscyplinuje mnie jednak doświadczenie antropologiczne (choć niektórzy twierdzą, że właśnie działa ona jak płachta na byka) ;) Niemniej jednak cenię sobie obserwację kierunków kreacji i autokreacji blogosfery; zwłaszcza ciekawią mnie kwestie definiowania statusu blogowego sukcesu oraz przykazań i poradników dla marek kierujących się na współpracę z blogerem.

Nie prowadzę bloga według excela i nigdy jeszcze nie udało mi się zarobić na Cakes and the City - nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że się nie udało. Za mały ruch na blogu, niezbyt imponujące statystyki fanpage'a. Nie otrzymuję również żadnych obrandowanych darów, ale też i nie zazdroszczę obrastania w takowe i mantry spowiadania się z nich instagramami. Z drugiej strony - hipotetycznie - jako przedstawicielka marki składającej ofertę blogerowi musiałabym nagimnastykować się bardziej niż na pilatesie żeby sprostać ekskluzywnej etykiecie kontaktów i wymiany informacji. Nadal podtrzymuję swoją opinię wyrażoną w trakcie Blog Forum Gdańsk 2011 o konieczności edukacji marek, ale też i o wartości poszerzania własnych horyzontów w temacie social mediowego marketingu. Coraz częściej jednak obserwuję skupianie się na formalizmie (a nie na treści) kontaktów marka - bloger z naciskiem na wyróżnienie tego ostatniego dla samego wyróżnienia. Z jednej strony nie dziwi mnie to, bo gdyby istniał Klub NN (Nieanonimowych Narcyzów), byłabym mu wyjątkowko wierna, z drugiej strony zaś... ;)
 

Są to wytyczne z ostatnich paru godzin, dni, tygodni, które zaczerpnęłam od przodowników i przodowniczek blogosfery, jak również od tych w zadyszce ich doganiających. Wytykam te wytyczne żeby nakreślić kontekst okoliczności w skali mikro, jednak celujących w duży i konkretny problem; oto właśnie ja - świadomie i dobrowolnie - znalazłam się w sytuacji, w której zwróciłam się do marek... oferując im swoją przestrzeń na blogu i prosząc o pomoc - tematem skupienia uwagi nie byłam wcale ani ja, ani Cakes and the City, ani tym bardziej dane miejsce czy firma. Miałam nadzieję, że w ten sposób również będą myśleć adresaci moich maili, ale już wiem, że nigdy się tego nie dowiem ;)

Analizując wyżej wspomniane trendy, postulaty i aktualne lajki, otrzymałam wiadomość od Roberta Włodarka zaangażowanego we Wrocławski Bieg Nadziei; w tym momencie zaczyna się podróż w (niedaleką) przeszłość.


Jest 12. czerwca 2012 roku.
Robert pyta mnie na fb czy - jako blogerka - zechciałabym dołączyć do akcji charytatywnej piekąc ciasta i sprzedając je w czasie wydarzenia. Nie odpowiadam od razu i proszę o parę godzin do namysłu. Budżet na składniki jest malutki, temperatura za moskitierą - już wtedy wymowna, mój wolny czas od paru tygodni nie istnieje. Mrugam do piekarnika, kładę dłonie na klawiaturze i uśmiecham się... Projekt "Ciasta w biegu" właśnie powstał i był całkowicie w moich rękach :)
Biorąc pod uwagę opisane powyżej mainstreamowe kategorie wartości bloga i bycia power blogerem od razu można odpowiedzieć na jeszcze niezdane pytanie. I ta odpowiedź brzmi: będzie ciekawie.
Czyli ciężko ;)


Wymyślam sobie, że napiszę maila w imieniu inicjatywy Wrocławskiego Biegu Nadziei do wybranych restauracji we Wrocławiu z prośbą o zapewnienie składników na wypiek ciast oraz o możliwość wypieku ciast na miejscu przeze mnie. Wybrałam miejsca młode, smaczne i najwyraźniej świadome social mediowo (mówiąc na wyrost) - to znaczy takie, które mają swój fanpage i nawet o niego dbają. W zamian zaoferowałam promocję na blogu, wpis dedykowany itp. Zdawałam sobie sprawę z tego, że logistyka manewrów obcej osoby w kuchni może być problemem, nie wspominając o BHP, Sanepidzie itp. Miałam na to swoje propozycje i rozwiązania. Nie chodziło tu jednak w ogóle ani o mnie, ani o blogowe promo - chodziło o wsparcie dla Kuby Piśmiennego. Nikt mi nie odpisał i przez cztery dni żyłam z wizją, że nie wywiążę się, tak jak powinnam, ze zobowiązania wsparcia inicjatywy.


Zaangażowanie w blogosferę powinno wpływać na kreatywność, ale dopiero teraz widzę, że wpadłam w pułapkę blogowego state of mind, bo kiedy moja przyjaciółka Małgosia Garbarek podpowiedziała mi piekarnię z Rogowa Sobóckiego, dokąd udaje się regularnie po chleb... byłam pełna wątpliwości. Przez cały czas bowiem uparcie czekałam na znak ze strony wrocławskiej ;) Napisałam jednak maila do piekarni - tym razem bez żadnych oczekiwań. Byłam mile zaskoczone kiedy następnego dnia rano otrzymałam telefon potwierdzający chęć pomocy Kubie. Właśnie: "chęć pomocy Kubie" była jedynym argumentem wyartykułowanym przez Panią Katarzynę Bąkowską, z którą miałam przyjemność kontaktować się i która - za zgodą Pana Marian Bąkowskiego, właściciela i szefa Piekarni-Cukierni Marian Bąkowski - wsparła wszystkie nasze wspólne działania.

O działalności piekarni można przeczytać: "Jesteśmy rodzinną firmą osadzoną od kilku pokoleń na terenie Sobótki i okolic góry Ślęży. Siedziba naszej firmy mieści się w Rogowie Sobóckim przy ul. Wrocławskiej 55.W budynku tym już ponad 130 lat temu funkcjonowała piekarnia pod szyldem "Backerei u. Warenhandlung". Po wojnie w roku 1946 piekarnię przejął senior rodu, Konstanty Bąkowski. Od tamtego czasu rodzina Bąkowskich na stałe związała się z produkcją pieczywa. Od roku 1983 tradycje rodzinne przejął po ojcu, mistrz piekarstwa i cukiernictwa, Marian Bąkowski. Obecnie zakład prowadzi Pan Marian wraz z żoną Elżbietą i dziećmi."  

Dziękuję serdecznie Panu Marianowi Bąkowskiemu za aprobatę dla inicjatywy oraz za niezwykłe wsparcie i tym samym zapraszam na relację z wizyty w Rogowie Sobóckim :)


Jestem w raju :)
W Krainie Cukierni :) Wszystko było ogromne i czułam się jak Alicja w Krainie Czarów ;)
Na miejscu czekało na nas 14 upieczonych ciast,  które leniwie chłodziły się, urzekając swoim zapachem :)
Pan Damian Bryjak, Cukiernk i nasze serniki :) Pan Damian przez cały czas cierpliwie pomagał, doradzał i dzielnie znosił naszą (Małgosi Garbarek i moją) nieustającą potrzebę fotografowania - bardzo dziękujemy :)
Ciasta w truchcie - jeszcze nie w biegu - czyli w trakcie wypieku: na kruchym spodzie, z owocami i z bezą.
Jak niektórym wiadomo, pieczenie i fotografowanie to moje słabości, więc chętnie zamieniłam się z Gosią ;) Gosia prowadzi szkołę językową na wrocławskim Oporowie ASK FOR MORE - bardzo się cieszę, że w tej sytuacji Gosia kierowała się swoją filozofią "ask for more"... more than social media ;)




Wnętrze cukierni i kącik dla dzieci :)


Pani Katarzyna Bąkowska - dziękujemy za pomoc, zaufanie i całe wsparcie.
Nie wiem jak często można spotkać osobę, która w podobny sposób jest empatyczna  w materii wypieków? Przyznaję, że wzruszyła mnie troska i uwaga Pani Kasi o to żeby ciasta dojechały całe (rady, jak z nimi postępować, gdzie i jak ułożyć). Nic nikomu nie było obojętne :)


Słodka oferta cukierni od razu oswoiła mnie z miejscem - ciasta wyglądają pysznie i mogłyby być upieczone przez moje kuzynki i ciotki (moje guru i znane specjalistki)... Ja jeszcze nie mam odwagi ;) 
Kierunek Rogów Sobócki :)


Dziękuję raz jeszcze Piekarni-Cukierni Marian Bąkowski, szczególnie zaś właścicielowi Panu Marianowi Bąkowskiemu, Pani Katarzynie Bąkowskiej oraz Panu Damianowi Bryjakowi.
Dziękuję także Małgosi Garbarek, która przypomniała mi o świecie poza facebookiem i przywróciła w niego wiarę, i dzięki której udało nam się wspólnie pomóc Kubie Piśmiennemu.

Dowiedziałam się i wzięłam udział w inicjatywie, ponieważ jestem blogerką. Ciasta zostały sprzedane (i zebrały najwięcej funduszy!), ponieważ były pyszne - nie dlatego, że upiekłam je, między innymi, ja, niesławna blogerka.
Nie samym lansem żyje bloger.


2012-07-05

Wrocławski Bieg Nadziei i ciasta w biegu


O Wrocławskim Biegu Nadziei pisałam i alarmowałam parę dni temu. Co prawda nie pobiegłam, ale też i nie pozostałam bezczynna. To, co napiszę, zabrzmi jak truizm, ale dając i pomagając, w zamian zyskujemy o wiele więcej niż możemy to sobie wyobrazić. Przy tej okazji chcę przekazać to, co wspólnie z niezwykłym wsparciem Piekarni z Rogowa Sobóckiego, udało się przekazać: 19 ciast i 951 pln, które zebrało się ze sprzedaży wypieków (kawałek po kawałku oraz w całości). W sumie zebrano ponad 4 tysiące pln. Aktualizacje i materiały dostępne są na fanpage'u. Najpierw zapraszam na relację z samego wydarzenia - następny wpis będzie dotyczył behind scenes, czyli przygody w Piekarni z Rogowa Sobóckiego :) Stay tuned ;)

Słodkie stanowisko ;)
Michał Gałka i Robert Włodarek otwierają bieg. 
Biegli i mali, i duzi :)
Był również obecny Kuba Piśmienny :) Mieliśmy okazję poznać się i chwilę porozmawiać o ciastach, zwłaszcza o tych bez cukru i mąki, bo tylko takie spełniają warunki diety Kuby.
Patronat honorowy wydarzenia objęła Pani Renata Mauer-Różańska, która tuż przed startem biegu zachęciła wszystkich do uzupełnienia zapasów węglowodanów, wskazując na moje ciasta (!) ;) Przyznaję, że w tamtym momencie dostałam zadyszki, ale na szczęście spotkałam Darię Kędzierską z wroLIVE.tv, która niedługo potem pomogła mi poradzić sobie z tłumami (!) żądnymi słodkości ;)
Biegną! :)
A ciasta czekają :) Początek był nieśmiały, jednak nie trwał długo;)
Piekarnia-Cukiernia Marian Bąkowski :)
Obiektyw: Jacek Urbanowicz/pro-run.pl
Bardzo szybko... zabrakło ciast ;)
:)


Dziękuję, że mogłam "pobiec" w Biegu Nadziei dla Kuby Piśmiennego. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy nabyli ciasta w zamian za dobrowolne, finansowe wsparcie dla Kuby; szczególnie zaś dziekuję Darii Kędzierskiej, Robertowi Włodarkowi i uczynnym Wolontariuszom, którzy pomogli mi nosić ciasta i mogłam na nich polegać. I dziękuję Kubie :) 

P.S. Moje osobne podziękowania kieruję do mojej przyjaciółki Małgosi Garbarek, bez której to wszystko nie byłoby do końca możliwe... ale o tym niebawem :)


2012-06-29

With a little help




Wierni i niewierni czytający bloga Wrocławianie - zwłaszcza Ci, którzy nie obserwują fanpage'a :) Znamy się mało, ale ;) 

W najbliższą sobotę 30/06 będzie miało miejsce wydarzenie mające na celu zebranie funduszy, które zostaną przeznaczone na rehabilitacje i leczenie Kuby Piśmiennego. Jako Cakes and the City partneruję tej inicjatywie (i nawet jestem na plakacie - drobnym drukiem, trzecia po prawej, tuż pod "ORGANIZATORZY I PARTNERZY") :) 

Osobiście nie pobiegnę, ponieważ w tym czasie będę kroić ciasta, które upiekę jeszcze dziś (!) dzięki ogromnemu wsparciu i pomocy Piekarni-Cukierni Marian Bąkowski :) Jestem zaszczycona i przejęta, i proszę trzymać za mnie kciuki ;) Zaraz jadę do Rogowa - obiecuję podzielić się wrażeniami i krótką historią o tym, jak udało mi się znaleźć pomocną dłoń (będąc blogerką) ;)

Co prawda lista zgłoszeniowa do biegu została wczoraj zamknięta, zachęcam jednak żeby przybyć i w jakikolwiek możliwy finansowy sposób wspomóc tę inicjatywę. I np. kupić ode mnie ciasto ;)

Do zobaczenia jutro na Stadionie Olimpijskim!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...